V a r i a --- V a r i a c i

 

 

W tym dziale będą zamieszczane zdjęcia znalezione w czasie robienia porządków, zrobione w nieustalonych okolicznościach. Przepraszam wszystkich użytkowników tej strony, ale gdzieś je muszę zamieszczać. Inaczej ostatecznie przepadną. Proszę o nadsyłanie swoich uwag i komentarzy.

 

Oradea / Nagyvarád (Rumunia). Noc spędzona na dworcu w towarzystwie Cyganów oraz innych mniejszości narodowych. Woda tylko zimna. Prysznic tylko z plastikowej butelki. Spanie na peronie centralnie na karimatach. Mieliśmy ofertę od ciecia parkowego, żeby za 5 baksów skimać się w parku miejskim, ale uznaliśmy, że to za dużo. Potem próbowaliśmy wymusić na cieciu internatowym za paczkę papierosów pozwolenie na rozbicie namiotu na podwórku, ale gość po prostu sikał ze strachu na myśl o jakiejś kontroli, więc nie naciskaliśmy. Potem trafiliśmy do jakiejś fundacji katolickie, w której mówili po niemiecku. Ale Ordnung muss sein, i panowie Niemcy kazali nam iść do hotelu. Potem kupiliśmy kilka chlebów, kilka piw marki Ciuc i noc minęła bardzo przyjemnie. Osoby, które nad wczesnym ranem wysiadały z nocnego z Mangalii stąpały na paluszkach, żeby nas nie zbudzić. Pełna kultura. Pozdrawiamy Oradeę.

 

Veliko Trnovo (Bułgaria). Z kulegą Marczakiem dokonujemy golenia twarzy po kilku dniach przespanych na dworcach i w parkach miejskich. Znowu tylko zimna woda, ale prawdziwy harcerz, a raczej harcownik nigdy się nie poddaje. Choć boli, idzie dalej i kip smajling. Za stacją znajdował się jakiś 10 metrowy krater, w którym mieszkała 14 osobowa rodzina Cyganów. W zasadzie z goleniem nie ma to zbyt wiele wspólnego, ale postanowiłem o tym wspomnieć, gdyż widziałem ich już tam ze trzy razy w życiu. Poprzedniej nocy spaliśmy w parku miejskich, prawdopodobnie na jakim starym cmentarzysku. W nocy miałem takie zwidy, że o mało się nie posikałem ze strachu. jakaś kobieta prosiła mnie o pomoc, a tuż za nią stał wielki jak dąb facet z zakrwawionym nożem i krzyczał coś po starosłowiańsku. Powiedziałem jej, żeby zadzwoniła na Niebieską Linię.

 

Psa nakarmiłem. Na dworcu w Giurgiu (Rumunia).

 

Noc spędzona na dworcu kolejowym w miejscowości Subotica (Serbia). Co godzinę przychodził jakiś pajac w wojskowym mundurze i krzyczał, że nas wystrzela jak, przepraszam pana prezydenta, jak kaczki. Skończyło się na tym, że wstaliśmy żywi o 7 rano i zapakowaliśmy się do jednowagonowego pociągu do Węgier, w którym było jakieś 40 stopni Celcjusza.

 

Tata był trenerem drużyny siatkarek. Od czasu do czasu jeździłem na mecze. Jeszcze za komuny. To były czasy. Ludzie mieli pracę i wczasy w Bułgarii. I nie było kapitalizmu.