Jesienny spacer

 

20 października przyjechała do nas z Rzeszowa w odwiedziny siostra mojej żony Kasia z mężem Pawłem.
Poszliśmy na spacer następnego dnia po śniadaniu.

       

 

 

       

 

Zapomniałbym powiedzieć, że Paweł jest producentem kuchni i w swej dobroci zaoferował się, że nam taką kuchnię z jakichś azbestowych płyt wykroi. Mają być drzwiczki pancerne i obrotowe szafki na broń oraz amunicję. Do tego zamontowany na stałe mikrofon do zapowiadania posiłków oraz rękawica bokserska uderzająca każdego, kto pozostawi po sobie bałagan. Poza tym krawędzie szafek będą się świecić na różowo-zielono, a każda szafka po jej zamknięciu będzie mówić fenk ju i danke szyn. Lodówka ma być na kółkach, żeby nie trzeba było do kuchni wciąż przychodzić po piwo, a podłoga ma być gumowa, żeby w razie upadku talerz odbił się i wrócił z powrotem na miejsce. Co więcej, na stałe przy kuchence będzie zamontowany taki zbiorniczek na zużyty olej, który specjalna maszyna będzie potem produkować gumy do żucia i majtek. No cud techniki po prostu za parę tysiaków.