Najgorsze firmy

 

maw13 - sprzedawca wojskowych ciuchów z demobilu

Między nami doszło do nieporozumienia, ale ostatecznie udało się sprawę zakończyć pozytywnie. Niestety komentarzy już nie dało się wycofać (regulamin allegro na to nie pozwala). Nauczka na przyszłość, żeby się nie spieszyć z wystawianiem komentarzy.

 

Uwaga oszuści !

Wydawałoby się, że to porządna, szanująca się firma. Okazało się, że nie. Ogłosili szumnie promocję - konkurs. Kto kupi kawę, wydostanie z niej specjalny kupon z kodem, może ów kod zgłosić przez stronę internetową i dowiedzieć się czy wygrał, czy też musi kupić jeszcze jedną kawę. Akcja miała się zacząć w dniu 1 lutego 2006 r. A że akurat wróciłem do domu zaraz po północy, odpaliłem kompa i chciałem zgłosić kod, gdyż jak mnie poinformowano w ulotce, pierwszych 10 tys. osób miesięcznie otrzyma kubek ze swoim imieniem. Gadżety lubię, więc chciałem zgłosić. A tam taka informacja:

Przepraszamy, ale w obecnej chwili kanał internetowy jest zablokowany.
Już niedługo będziesz miał możliwość bezpłatnego zgłaszania kodu przez Internet!

Zapraszamy wkrótce!

Kilka razy wracałem na tę stronę. I nadal pojawiała się ta sama informacja. Kilka razy napisałem do nich, stwierdzając, że po prostu łamią regulamin (w rozdz. II pkt 2). Zaciągnęli przecież prawnie ważne zobowiązanie i się z niego nie wywiązują. Pierwsze dwie odpowiedzi wysłał do mnie komputer automatycznie, dziękując mi i pozdrawiając oraz zachęcając do dalszego nabierania się na te ich lipne promocje i konkursy. Napisałem znowu i żadnej odpowiedzi.

Żeby było jasne: mogą sobie gdzieś wsadzić te swoje kubki i mieszkanie za 250 tysięcy. I tak pewnie wygra je ktoś z pracowników. Chodzi o zasady: żeby nie kłamać i nie robić z człowieka idioty. Dlatego też nie zamierzam już nigdy kupować produktów tej firmy, do czego również zachęcam!

 

 

Uwaga firma przeniesiona z działu "Najlepsze"

PKP

Uzasadnienie:

Można oczywiście wiele złego powiedzieć na temat tej firmy, ale bądźmy obiektywni i zauważmy postęp, jaki się dokonał. Nie jeździ się już bydlęcymi wagonami, a te plastikowe siedzenia w osobówkach są tylko dlatego, że co tydzień przez jakich debili cięte były kanapy z luksusowego :-) skaju. Oferta cenowa coraz bardziej zróżnicowana i dostosowana do potrzeb podróżnego (choć np. koleje czeskie wyprzedzają pod tym względem PKP o kilka lat). Coraz częściej zdarzają się klimatyzowane wagony. Nawet Przewozy Regionalne zaczęły inwestować w tabor i niektóre wagony mają powymieniane całe siedziska i zamontowane nowe kibelki, po wizycie w których człowiek nie musi się nacierać dla dezynfekcji spirytusem.

Konduktorzy w Ex i IC mówią przynajmniej po angielsku, jeśli nie w kilku językach. Generalnie konduktorzy, których spotykam są mili i uczynni. Czasem jednak zdarzają się funkcjonariusze olewający wszystko równo. Wystarczy, że im pokażę kartę szczepienia psa albo starą legitymację harcerską, a oni wezmą to za bilet, coś tam pod nosem pomruczą i pójdą dalej. Tych kolesi można poznać dodatkowo po tym, że załatwiają się w kiblach podczas postoju pociągu na stacji, co oczywiście jest niezgodne z regulaminem. Podobnie jak kierowcy ciężarówek, palą papierosy bez filtra i gotują wodę na grzałce w swojej kanciapie z przodu pociągu. Zalewają nią mocną kawę albo herbatę ekspresową dużo-tanio-tesco - tysiąc sztuk za 9,99 PLN. Ten element, choć na swój peerelowski sposób sympatyczny, wydaje się być jednak na szczęście na wyginięciu.

Problem jest z niektórymi babami w kasach - ten element jest chyba najmniej przystosowany do nowej, wolnorynkowej rzeczywistości. PKP wozi mnie jakieś 50 tys. km rocznie i rzadko zdarzają mi się jakieś nieprzyjemne sytuacje w pociągu. Koleje mają przyszłość i mam nadzieję, że PKP to wykorzysta. Z niecierpliwością czekam na uruchomienie superszybkiej (250 km/h) kolei na trasie Warszawa-Katowice. Cześć wszystkim kolejarzom - ludziom ciężkiej pracy!

Uwaga - czerwona kartka z dnia 04.11.2005 - możliwość wypadnięcia z rankingu pozytywnego

pismo do PKP InterCity

http://www.pkp.pl/

Komentarze internautów

No i miarka się przebrała, drodzy kolejarze. Stało się to 31 grudnia, gdy chciałem kupić roczny bilet sieciowy. Nie mogłem go nabyć wcześniej, gdyż nie miałem jeszcze legitymacji upoważniającej do 50% zniżki (choć rok temu sprzedawali te bilety bez pokazywania przy kasie legitymacji). To już powinno było mnie zastanowić. W połowie grudnia wszystkie kasy dostały taki śmieszny fax - prikaz, żeby nie sprzedawać. Nikt nie wiedział o co chodzi, dlaczego to powielaczowe rozporządzenie. I jakoś tak baby w kasach były wredniejsze niż normalnie. I dowiedziałem się. PKP InterCity podniosła o 45% cenę biletu. I zamiast 3000 zażądano ode mnie 4300 PLN. Uznałem to za czyste chamstwo i brak szacunku dla klienta, któremu może być trudno z dnia na dzień uzbierać dodatkowe 1300 PLN. Mimo, że pewnie stać by mnie było na zakup droższego biletu, uznałem, że za sposób, w jaki PKP IC wprowadziły tę podwyżkę, nie będę już korzystać z ich usług. Bo nawet jeśli rachunek ekonomiczny podpowiadał konieczność zmiany ceny, to dlaczego od razu o 45% i dlaczego w taki skryty sposób?

Jutro idę kupić bilet roczny na osobowe i pospieszne, ale i tutaj na dzień dobry niezły burdel. Na tej samej stronie internetowej podane są dwie różne ceny biletu różniące się o 100 złotych (1806,72 i 1903,68).

 

Firma KRZAK z Ustronia.
Kafelkarze partacze!

Uzasadnienie:

Czyli człowiek uczy się na błędach i przestaje wierzyć w bezrobocie w Polsce. Tak się jakoś złożyło, że postanowiliśmy dać szansę takiej grupie remontowej z Ustronia ogłaszającej się na łamach lokalnej gazety. Pomyśleliśmy - biedni ludzie, potrzebują zarobić, a my akurat musimy położyć kafelki. Niech sobie zarobią. Przyjechało dwóch takich, co roboty się nie boją i pracują nawet w niedzielę, bo jak sami powiedzieli - do kościoła nie chodzą. Uzgodniliśmy cenę za metr i faceci wzięli się do roboty. Rzeczywiście tempo prac było imponujące, gorzej z dokładnością. Po dwóch dniach trochę się pracą znużyli i od tej pory już nic nie trzymało poziomu i pionu. Zezowaty ze ślepym lepiej by te kafelki przykleili. Musiałem potem do nich dzwonić, żeby przyjechali na poprawki, ale efekt był niewiele lepszy. Po prostu praca im się znużyła i chcieli już tylko kasę. I to nie uzgodnione 800 pln, tylko 1350 pln, wzięte gdzieś z sufitu chyba. Dostali 850 po krótkiej awanturze, czyli jakieś 840 złotych za dużo. Biedni bezrobotni partacze. Do tego zepsuli nam jeszcze odkurzacz. Rada dla wszystkich: nie brać nikogo z ogłoszenia. Dobrzy fachowcy się nie ogłaszają, bo mają full roboty. I wszystko trzeba po znajomości. Inaczej w tym kraju się nie da. Jak znajdę do nich numer telefonu, to opublikuję. Będę wdzięczny za jakieś złośliwe telefony do nich. Może przestaną się wówczas ogłaszać.

 

Uzasadnienie:

Negatyw za trzy sprawy: primo - tasiemcowe kolejki we wszystkich możliwych oddziałach, a w kasach baby rodem z komunizmu i peerelowską życzliwością, secundo - relatywnie wysokie koszta prowadzenia rachunku, a w zamian nikłe korzyści (jakby łaskę robili, że pozwalają trzymać u siebie pieniądze), tertio - pewnego razu bank potrzebował aż trzech miesięcy, żeby mi wydać kartę płatniczą, a ja w tym czasie napisałem chyba pięć listów w tej sprawie. Na każdy odpowiadano jakimś głupkowatym szablonem z komputera i jeden zrzucał na drugiego winę za niewydanie karty. Wciekłem się i napisałem do samego prezesa z nadzieją, że zrobi porządek. Zrobił, a w ramach przeprosin dostałem taki zabawny portfel ze skaju. Poza tym raz znalazłem kartę tego banku i postanowiłem oddać w oddziale. Baba nie wiedziała co z nią zrobić i chyba w ogóle miała pretensję, że jej tę kartę oddałem, a nie narobiłem sobie na nią zakupów na koszt banku. Żadnego "dziękuję" oczywiście nie usłyszałem. Wot kultura rodem z azjatyckiego stepu.

 

Uzasadnienie:

Miałem o tej firmie już nie pisać. Zastanawiałem się nad tym długo i ostatecznie postanowiłem jej odpuścić. Ale widzę, że nic się nie zmieniło, a utwierdził mnie w tym list od jednego ze stałych gości tej strony, Pawła N., ps. Pablo. Napisał on:

Miałem ostatnio nieprzyjemne starcie z panią z MarcPolu na Wóycickiego. Pozwolę sobie przytoczyć dialog (może się Pan oczywiście nie zgodzić z moim oburzeniem). Otóż chciałem kupić coś co leżało przy kasie i przeszedłem koło kasy obok takiej zamkniętej bramki. Pani mówi że tędy nie wolno przechodzić. Ja oczywiście grzecznie odpowiedziałem że jestem klientem i nie chcę chodzić naokoło sklepu (zwłaszcza że się spieszyłem) żeby kupić coś co leży przy kasie... byłem jednak gotów ustąpić do czasu kiedy pani ponownie otworzyła usta i powiedziała że nie chce słuchać głupich (sic!) komentarzy. To mnie już totalnie rozbroiło, tzn. brak kultury tej pani, która w stosunku do klienta używa słowa "głupi" (nawet jeśli chodzi o komentarz). Stwierdziłem że nie będę kupował w sklepie i zachęcę znajomych by nie robili tutaj zakupów:).

A moje doświadczenie było prawie identyczne. Po prostu chamstwo ekspedientek wysmażonych na solarium i trzymanych do 7 roku życia w drewutni nie ma granic. Też mi kiedyś taka jedna napyskowała coś w tym stylu, na co nic jej nie mówiąc napisałem list do dyrekcji. Ta - trzeba przyznać - sprawę potraktowała poważnie i zaprosiła mnie na zainscenizowane na zapleczu sklepu przeprosiny. Było to w gruncie rzeczy dość żenujące przedstawienie, w którym wziąłem udział ja oraz pani sprzedawczyni obok której stał szef marketu. Szef marketu poczynił wówczas takie krótkie i depresyjne wprowadzenie, że ta oto pani została pozbawiona premii świątecznej oraz nie dostanie bonów na zakupy Bożonarodzeniowe. No po prostu wtedy zacząłem żałować, że w ogóle taką skargę napisałem i po ludzku było mi tej kobieciny żal. Do tego pani ekspedientka wyrecytowała potem taką litanię przepraszalną i wręczyła mi wino marki Sofia, jakąś kawę i cukierki (brakowało chyba tylko karpia zapakowanego w Trybunę Ludu). Tak mi było głupio, że poprosiłem szefa, żeby sobie odpuścił te sankcje, że same przeprosiny mi wystarczą, ale on się nie zgodził. Potem piłem cały wieczór, bo było mi z tym źle. Ale już tydzień później byłem świadkiem, że ta sama pani znowu szczeka na klienta. I już miałem spokojne sumienie.

 

Telekomunikacja (rzekomo) Polska S.A.

Uzasadnienie:

Firma ta odłączyła mi internet na 15 dni przed zakończeniem umowy. Wcześniej, znając bałagan panujący w tym interesie, upewniłem się 5-krotnie (!!!), że usługa zostanie wyłączona w dniu 31 sierpnia (wcześniej złożyłem stosowną rezygnację). Ich przepisy są bowiem tak niejasne, że sami mają problemy z ich interpretacją. Jak tylko mi odłączono usługę, zadzwoniłem do tego domu wariatów pod bezpłatny numer telefonu, gdzie nikt nic nie wie, a jak wie, to nie jest tego do końca pewien, a odpowiedzi w stylu "zasadniczo" tak lub nie, należą do oficjalnego repertuaru. Gdzie w dobrym tonie jest zrzucenie winy na innych pracowników firmy. Powiedziano mi, ku mojemu zdumieniu, że "i tak późno Panu odłączono". Zadzwoniłem po raz wtóry i po 20 minutach średnio rozgarnięta Pani, dla której 2+2 wcale nie równa się 4, oświadczyła wprost, że odłączono mnie niezgodnie z umową. Przyznała to tylko dlatego, że poinformowałem ją, że zgodnie z obowiązującymi przepisami moja rozmowa z dnia takiego a takiego, kiedy poinformowano mnie o terminie odłączenia, powinna być nagrywana, a zatem nie będzie problemu z ustaleniem, kto ma w przedmiotowej sprawie rację. Zaproponowała wówczas złożenie reklamacji, co w tej sytuacji było nonsensem, gdyż reklamacja rozpatrywana jest przez miesiąc, zaś internet niektórym ludziom, w tym i mi, służy po prostu do pracy, a nie do zabawy. Skoro więc odłączono mnie bezprawnie, i stwierdził to pracownik TP S.A., to co stało na przeszkodzie powiedzieć "przepraszam" i podłączyć na nowo? Odpowiadam na to pytanie: w tej firmie stosują tak idiotyczne procedury, że nikt normalny, kto ma więcej niż 50 IQ by ich nie wymyślił.

Poza tym: złożyłem kiedyś polecenie zapłaty w ich Biurze Dręczenia Klienta, które oczywiście zgubiono. Do segregacji dokumentów służą im parapety, zaś w segregatorach trzymają chyba kanapki. Po miesiącu po moich trzech interwencjach w tej sprawie zadzwonił jakiś chłopina, i mocno przepitym głosem zaczął otwarcie narzekać na burdel panujący w firmie, niekompetencję pracowników itd. Pomyślałem, że coś z nim nie tak, ale to oczywiście wewnętrzna sprawa TP S.A. Gość poprosił mnie, żebym przesłał faksem raz jeszcze swoje zgłoszenie. Proszę się domyśleć co się stało, gdy je wysłałem? Oczywiście i to pismo zostało zagubione.

Finał sprawy jest taki, że zrezygnowaliśmy z neostrady, odłączyliśmy telefon (którego numer, o zgrozo, może ponoć już następnego dnia trafić do kogoś innego). Nigdy już nie podpiszemy żadnej umowy z tą oszukańczą i złodziejską firmą - gangiem, monopolistą trensferującym swoje zyski do biednej Francji.

 

Uzasadnienie:

No to zostajemy w rodzinie! Możecie sobie zmieniać nazwy do woli, ja i tak będę pamiętać! Kilka lat temu (2000) jeszcze wówczas w Idei kupiłem aparat telefoniczny marki Sagem w ofercie "aparat na kartę". Już wówczas wiedziano, co później przyznał mi prywatnie jeden pracownik tej firmy, że ta seria aparatów miała ukrytą wadę techniczną. W aparacie włączył mi się roaminig, choć zastrzegano w umowie, że nie ma takiej możliwości. W kilka minut potem urządzenie przestało w ogóle działać. W Punkcie Dręczenia Klienta wmawiano mi, że jak chcę to reklamować, muszę zapłacić kupę forsy za ekspertyzę. Dopiero, gdy oświadczyłem, że nie opuszczę lokalu bez załatwienia sprawy i będą mnie musieli na oczach kilkudziesięciu klientów wyprowadzić siłą, zmiękli i przez nieuwagę wypłacili mi nawet 2 złote za dużo. W nagrodę nasłałem na nich później kontrolę z PIH-u, gdyż w lokalu nie umieszczono w widocznym miejscu rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 30 maja 1995 roku w sprawie szczegółowych warunków zawierania i wykonywania umów sprzedaży rzeczy ruchomych z udziałem konsumentów (co stanowi w świetle ustawy, obowiązek sprzedawcy). Kilka dni po interwencji PIH-u rozporządzenie już było na właściwym miejscu.

 

Carrefour

Uzasadnienie:

Przy zakupie piwa należy zwracać szczególną uwagę na datę przydatności do spożycia. Ja kupiłem sobie Kahltenberga w puszcze w wyjątkowo korzystnej promocji. Okazało się później (po zatruciu), że firma Carrefour chciała się pozbyć tej toksycznej sieci i jeszcze na tym zarobić. W ramach odszkodowania chciano mi wręczyć parę puszek tego samego piwa (i gdzie tu inteligencja?). Negocjacje trwały długo, a prawnicy tej firmy byli wyjątkowo niesympatyczni i złośliwi. Ja swoje zatrucie wyceniłem na 1000 PLN. Po dwóch dniach szarpania się z nimi, stwierdziłem, że wolę skierować sprawę do Sądu Konsumenckiego i tym samym ją zakończyć. Prawnicy Carrefoura zaproponowali wówczas piwo za kwotę 600 PLN, na co ostatecznie przystałem, prosząc jednak, by piwa było za 200, a soków za 400. Inni na pewno nie byli dostatecznie zdeterminowani, potruli się trochę, może nawet to zauważyli (ludzie to mają teraz takie żołądki, że potrafią strawić połkniętą łyżeczkę) i nic z tego dla tej firmy nie wyniknęło. Potem zresztą Carrefour znowu sprzedawał te toksyny i dorzucał jakieś gadżety za ich zakup. Jakoś sobie musieli odbić te 600 PLN. Skądinąd też francuska firma. Nie żebym był jakoś uprzedzony...

 

Dialog S.A.

Z początku było wszystko w porządku. Ale gdy przez przypadek nie zapłaciłem jednej faktury, od razu mnie odłączono i zażądano 40 PLN za ponowne podłączenie do sieci. Płaciłem tym naciągaczom regularnie przez ponad dwa lata, a oni ciach i mnie odłączyli. Historia długa i skomplikowana, ale na jej przykładzie można się uczyć na czym polega odhumanizowanie tzw. systemu obsługi klienta.