Bar

Bar "Kurczak" w Cieszynie

czyli co się chwieje, nie upada (esej na trzeźwo-chlano)

 

 

Informacja:

 Bar Kurczak w Cieszynie istnieje od niepamiętnych czasów. Był w Cieszynie od zawsze i po dzień dzisiejszy dzielnie opiera się wszelkim modom na "puby" i wyszukane nazewnictwo miejsc, gdzie wszyscy po prostu przychodzą się zdrowo nachlać i sięgnąć tak zwanego dna. Żeby poczuć tę niemierzalną w innych warunkach odległość między trzeźwością, która zawsze sprawia ból, a nietrzeźwością, która czyni nań przynajmniej na chwil parę obojętnym. Bar KURCZAK z uwagi na niewyszukaną nazwę, chorobotwórcze kotlety mielone i niezwykle tanie piwo Brackie nie jest miejscem ścierania się sił dobra i zła, jak można by się domyślać choćby po zdjęciach. Jest raczej widownią, z której na pół przytomni widzowie obserwują ową walkę. Stoją z boku jak sędziowie, którzy zostali zawieszeni w swych obowiązkach i tylko po cichu mamroczą pod nosem jakieś werdykty, marszcząc czoła zbierają myśli już uleciałe. A ten pan, co siedzi każdego wieczora w ciemnym, zimnym kącie pijąc trzynaste piwo jest Sędzią Najwyższym, który - i ja Wam to wszystkim mówię poważnie - kiedyś przemówi na trzeźwo (albo przynajmniej ktoś w jego imieniu). I wszystkim będzie pierońsko głupio, bo żeśmy już dawno przestali wierzyć w jego trzeźwość. I to właśnie on nam powie co jest dobre, a co złe i kto wygrał. I znów, ostatni będą pierwszymi. I będzie pijak przed trzeźwym na znak sprawiedliwości.

Uważam, że niepotrzebnie w ostatnim czasie przeprowadzono remont w KURCZAKU, starając się go dostosować do "ogólnie przyjętych warunków". Przecież nie startuje on w jakimś zakichanym konkursie piękności ani na wygląd, ani na nazwę, ani nawet na najkulturalniejszych pijaków. On trwa niczym niewzruszony pomnik Taniego Pijaństwa Wszechczasów, a jego dawny wygląd i klientela tylko go w tym uprawomacniały. Oj ty Mekko cieszyńskiego menelstwa i filozofów. I tylko to magiczne przejście przez ciemny korytarz do mrocznego i dającego po oczach uryno-amoniakiem kibelka czyni go jeszcze wiarygodnym w oczach znających temat.

Nie myślcie sobie, że jestem częstym gościem tego przybytku, tej istnej świątyni ludzkich nieszczęść i codziennych spraw, niespłaconych kredytów i mandatów, uciekniętych żon, przechlanych w trzy dni rent, odwołań od nakazów eksmisyjnych, rozpieprzonych wątrób (których nikt nie chce do jasnej cholery uleczyć). Nie jestem godzien. Tu akumuluje się zbyt wiele energii, bym mógł ją ogarnąć i przyswoić. Mi wystarczy dwa razy do roku. Laik wejdzie, zobaczy tych biednych znieczulonych Brackim ludzi, ten dziwny zapach kilkudniowego kotleta mielonego i wychodzi. I myśli sobie, że ocalał, że udało mu się nie wdepnąć w psie gówno, tylko obejść go refleksem w ostatnim momencie. Prawda jest jednak taka, że właśnie stracił okazję zobaczenia prawdy o człowieku, o jego uczuciach i w ogóle o tym, co człowiek w sobie ma poza materią. I gówno w życiu zrozumie i tylko mu się wciąż coś będzie wydawać.

W KURCZAKU jest zimno w zimie i chłodno w lecie. Chłód konserwuje i nie przyspiesza rozkładu. Jest to jednak chłód, który nie wygania do domu. Przeciwnie. Zniewala i zespala człowieka z barem. I tylko te durne tabliczki z obowiązkowymi napisami typu "Alkohol szkodzi zdrowiu" psują dobry nastrój. A co nie szkodzi zdrowiu? Tylko śmierć już nie może zaszkodzić! Oglądanie TV szkodzi zdrowiu, słuchanie polityków jeszcze bardziej, wrzucanie karty wyborczej do urny jest totalnie bez sensu i prowadzi do skrętu kiszek i wrzodów na żołądku, do zniechęcenia i frustracji, do wybuchów gniewu i histerii. A jednak do k... nędzy, takich ostrzeżeń nie ma w lokalach wyborczych. Nikt przed emisją durnych seriali nie emituje choćby na kilka sekund planszy - ten serial zabija twój mózg, w każdej chwili możesz wyłączyć telewizor i ocalić swoją godność. Uwzięli się na alkohol, bo zdrowie fizyczne we współczesnym świecie jest cenniejsze od psychicznego, moralnego i duchowego. To drugie zresztą już dawno nie ma znaczenia. Już nawet psychologowie, księża i inni fachowcy od zdrowia niefizycznego przestali w nie wierzyć. Już tylko coś reklamują. Tylko kogoś udają. Tylko emerytury czekają.

Na przeciw KURCZAKA stoi pomnik Chrystusa Króla. Prawda, plecami do baru. Ale nie dlatego, jak sądzę, że Chrystus Pan potępia to miejsce. Przeciwnie. Przyjdzie bowiem taki dzień, że nie pierwszy przecież raz zgorszy On uczonych w piśmie, oczarowanych swą religijną dostojnością, różnych dewotów modlących się o powolną i nieszczęśliwą śmierć dla swoich wrogów. Modlących się do siebie o siebie. I zasiądzie do stołu z pijakami. I oni - jestem tego pewien - o nic nie będą pytać tylko rozpłaczą się jak dzieci. I chwyciwszy Jego stóp będą Go błagać o miłosierdzie. I tak im się będą brody z emocji trzęsły, że ledwo będą mówić. A szefowa przyniesie kufel Brackiego, a On go ze smakiem wypije. I będzie kolejne zgorszenie, bo kto jak kto, ale Chrystus jak chodził po świecie, to ino gorszył i gorszył. Tych, którzy byli przekonani o swojej doskonałości i nieomylności. Tych samobożków, samobeatyfikujących się każdego dnia, w przeciwieństwie do samokrzyżujących się drobnych pijaczków. Oni go przyjmą bezwarunkowo. On ich ocali. Pooddalają zaległe butelczyny, pieniądze tym sposobem oddadzą ubogim i pójdą do Królestwa Niebieskiego!

Ja nie wiem jak długo trwać będzie jeszcze KURCZAK na tym przystanku między czymś a czymś. Ale życzyłbym sobie, żeby pozostał nadal sobą i żeby nikomu nie przyszło do głowy ani go zlikwidować, ani uczynić jakimś miejscem świeckich pielgrzymek, atrakcji turystycznych. Niech pozostanie tym, czym zawsze był - nadzieją na to, że coś, co się beznadziejnie chwieje, na ogół ostatecznie nie upada. Kurczaku trzymaj się i nie wstydź się!

 

Tutaj klikając możesz ściągnąć ciąg dalszy odgłosów barowych !!! (za darmo)

 

 

 

Koniec pokazu, ale nie koniec świata