Moja działka, czyli jak zostałem obszarnikiem

 

Na początku września, za namową żony mojej Agnieszki, nabyliśmy od jakiejś kobiety działkę w spółdzielni "Karolinka". Liczy sobie ona aż 330 metrów kwadratowych i jest potwornie zaniedbana. Ale, trzeba powiedzieć, ma wielki potencjał. Na skraju działki stoi rozwalająca się rudera, która w przyszłości, po remoncie, stanie się naszą letnią rezydencją. Niestety regulamin zabrania trzymania na działce zwierząt, a zatem mój plan hodowli 12 kur oraz wietnamskiej świnki spalił na panewce. Nie wykluczam jednak, że starać się będę o pozwolenie na trzymanie miniaturowych kaczek w oczku wodnym, które sam wykopię. Ponadto zamierzamy nasadzić na działce bananowce, figi, granaty i mandarynki. Żona mówi, że się nie uda, ale czemu nie spróbować. Ostatecznie we Włoszech rosną, a to tylko 1000 km od naszej działki (do przejścia granicznego mamy tylko 150 metrów). W dniu 10 września dokonałem skoszenia działki kosiarką zakupioną na tę okazję w Castoramie za 169 złotych (pozostałe były kilka razy droższe). A oto kilka zdjęć, które zrobiłem aparatem zorka pięć.